Wstaliśmy kilka minut przed 7. To było jedyne miejsce gdzie mieliśmy w pakiecie śniadanie i trzeba przyznać że było bardzo pyszne śniadanie. Potem mieliśmy wyzwanie, bo musieliśmy zorganizować się jakiś z naszymi ciuchami, z których większość po wczorajszych deszczach niestety była jeszcze mokra. O 08:30 ubieraliśmy już mokre buty i wsiadaliśmy do busa, którym nasz gospodarz Jonathan podwiózł nas do Torrin. Tym sposobem pominęliśmy etap 6 szlaku z Elgol – Torrin i o godzinie 9 ruszyliśmy na etap 7 szlaku Skye z Torrin do Broadford. Pierwszy kilometr to była ścieżka prowadząca asfaltem, ale potem była to już kamienna wygodna polna droga biegnąca wzdłuż wybrzeża. Po przejściu 2 km zaczęło się podejście w górę oraz niebo zaciągnęło się chmurami i chwilę później zaczął padać delikatny deszcz, który trwał raptem około 5 min. Trasa odbiła trochę od brzegu i prowadziła między pastwiskami, na których było trochę owiec. Po pokonaniu 4 km ponownie wyszło słońce i naszym oczom objawiła się piękna tęcza. Na 5 km skończyła się polna droga i zaczęła się błotnista ścieżka po kamieniach i mokradłach. Po pokonaniu 6 km zrobiliśmy sobie krótką przerwę na końcu cypla w miejscu, z którego rozciągały się doskonałe widoki. Podczas naszej przerwy jeszcze świeciło słońce, ale po 3 minutach już zaczynało kropić więc zanim wyruszyliśmy w trasę musieliśmy wyciągnąć osłony przeciwdeszczowe. Od 6 km była to najpiękniejsza część szlaku, ale jednocześnie najtrudniejsza z uwagi na błotnistą i wąską ścieżkę na całkiem stromym zboczu. Kawałek dalej szliśmy już pod klifem nad samym brzegiem oceanu. Dodatkowo deszcz przestał padać i były momenty gdy wychodziło piękne słońce co w połączeniu z obłokami na błękitnym niebie dawało niesamowite widoki. To był ten fragment trasy gdzie co chwilę robiliśmy postój na zrobienie zdjęć. Po pokonaniu 8 km klif się skończył ścieżka odbiła w głąb lądu i ponownie wiodła przez pastwiska z licznymi owcami. Na 8,5 km wykorzystując pięknie świecące słońce ponownie zrobiliśmy krótką przerwę i posileni batonami po około 10 minutach ruszyliśmy dalej. Kolejne 2 km to była ciągła wspinaczka pod górę z poziomu morza na wysokość blisko 170 metrów nad poziomem morza. Nie było lekko, ale szło się całkiem przyjemnie szczególnie, że pogoda była bardzo przyjemna, świeciło słońce i było bezwietrznie. Tak przyjemna pogoda utrzymywała się bardzo długo więc utrzymywaliśmy dobre i równe tempo marszu, po pokonaniu 12 km zrobiliśmy sobie kolejny postój. Tego dnia minęliśmy zdecydowanie więcej turystów na szlaku bo łącznie mogło to być około 30-40 osób. Ostatnie 6 km to była już zwykła nudna ścieżka prowadząca do miasteczka Broadford. Siły powoli się kończyły, ale parliśmy mocno do przodu bo każdy w myślach już miał zimnego browara, którego wypijemy jak dotrzemy na miejsce. Do naszego Bayview Hostel (694 zł za dobę) dotarliśmy o 14:15. Łącznie wyszło 18,5 km, które pokonaliśmy 5 h i 10 min, a przewyższenia wyszło 422m. Jak dotarliśmy do naszego hostelu to pokój jeszcze nie był gotowy, ale na szczęście pozwolili nam skorzystać z prysznica i się wykąpać. To było coś wspaniałego, móc odświeżyć się po takim wysiłku. Godzinę zajęło nam ogarnięcie się i wyszliśmy na miasto w poszukiwaniu miejsca gdzie będziemy mogli coś zjeść. Ostatecznie wybraliśmy się do Cafe Skye ponieważ miejsce to miało dobre oceny na Google i było najbliżej. Zjedliśmy Spaghetti Bolognese z dziczyzną (15 GBP) lub burgera (15.5 GBP) zależnie od preferencji kulinarnych danej osoby. Do tego podlaliśmy piwkiem: Skye IPA, Skye Red lub Skye Blonde. Jedzenie nie było złe, ale też szału nie robiło. Najważniejsze, że posililiśmy się i nie byliśmy już głodni. Prosto z lokalu ruszyliśmy jeszcze do marketu coop zrobić drobne zakupy na dzisiejszy wieczór. O 17 wróciliśmy do hostelu i zagadaliśmy w recepcji czy da radę zamienić pokój na wersję trzy razy single. Niestety okazało się, że mają pełne obłożenie więc zostaliśmy z wersją double + single. Resztę dnia spędziliśmy w hostelu. Usiedliśmy w części wspólnej by się napić browarka przed spaniem. Przy okazji planowaliśmy też dzień, w którym będziemy zwiedzać Edynburg. Przed 20 wróciliśmy do pokoju by zacząć pakowanie się przed jutrzejszą trasą do Edynburga. W związku z pakowaniem się pod koniec dnia wybrałem się jeszcze ponownie do marketu coop by zrobić zakupy słodyczy oraz zdobyć foliówki do zapakowania brudnych ciuchów. Spać poszliśmy jeszcze przed 22 więc bardzo szybko.