Wyjazd z Montrealu zajął nam trochę czasu z uwagi na korki w godzinach szczytu. Po przejechaniu przez most nad rzeką Świętego Wawrzyńca było już spokojniej. Płynnie jechaliśmy trasą nr 15 na południe w stronę granicy ze Stanami Zjednoczonymi. O 16:30 bez żadnych przeszkód zameldowaliśmy się na granicy. Do Stanów Zjednoczonych wróciliśmy bardzo szybko, nie było żadnej kolejki, byliśmy jedynym samochodem na granicy, a kontrola zajęła nam mniej niż minutę. Wjechaliśmy do stanu Vermont, w baku mieliśmy resztki paliwa więc zjechaliśmy z autostrady by w pierwszej miejscowości po przekroczeniu granicy zatankować paliwo. Z pełnym bakiem wróciliśmy na autostradę i pojechaliśmy dalej. Na miejsce dotarliśmy zgodnie z planem o godzinie 19:30. Ciocia już czekała na nas z obiadem. Szybko odwiedziliśmy bagaże do naszego domku (tzw. kabinki), który znajdował się w odległości trzech mil od ich domu i wróciliśmy na obiad. Zjedliśmy pysznego kurczaka, a następnie dyskutując, oglądając żaby czy testując walkie-talkie posiedzieliśmy do godziny 23 po czym udaliśmy się do naszej miejscówki. Rozpakowaliśmy się i zaczęliśmy przygotowania do snu. Około północy wszyscy poszli spać.