Około 4:10 dotarliśmy na Easy Airport Parking gdzie na 2 piętrze zostawiliśmy samochód i z bagażami udaliśmy się na przystanek przed wjazdem gdzie już czekał autobus. W stronę terminala ruszyliśmy o 4:30 i po kilku minutach byliśmy już na miejscu. Szybko znaleźliśmy miejsce gdzie odprawy robi Swissair. Okazało się była tylko opcja wykonania self check-in za co się zabraliśmy. Przy locie do USA automat poprosił nas chyba o wszystkie dane (brakowało tylko numeru kołnierzyka) a na końcu odmówił wydrukowania kart pokładowych z uwagi na lot do USA i nas odesłał do pracownika obsługi. Tym sposobem trafiliśmy do stanowiska check-in Lufthansy i to jeszcze do check-inu biznes klasy. Tutaj na szczęście wszystko poszło gładko i po chwili mieliśmy karty pokładowe w ręce, a nasze bagaże ruszyły w stronę Nowego Jorku. Co ciekawe obsługiwał nas chłopak z Poznania więc tym bardziej było to pomocne w pokonaniu problemów. Skierowaliśmy się dalej i kontrola bezpieczeństwa również poszła bardzo sprawnie. Po chwili szukaliśmy już swojej bramki. Tym razem nie musieliśmy pokonać całego lotniska jak to było przy okazji lotu na Maderę. Po krótkim oczekiwaniu wsiedliśmy do samolotu i w zasadzie jak tylko usiedliśmy w fotelach to zasnęliśmy. Nawet nie wiedzieliśmy czy wystartowaliśmy zgodnie z rozkładem.