Pobudka była o 7:30, w sam raz, żeby zjeść śniadanie i przygotować się do wyjścia o godzinie 9:00. Nasz nocleg znajdował się w Karpaczu Górnym, dzięki czemu nie musieliśmy pokonywać długiego odcinka, aby dotrzeć na początek szlaku. Po 15 minutach marszu byliśmy już pod Świątynią Wang. Ustawiliśmy się w bardzo długiej kolejce do kas, żeby kupić bilety wstępu do Karkonoskiego Parku Narodowego jednocześnie szukając opcji zakupu online. Ostatecznie udało się i bez długiego oczekiwania niebieskim szlakiem ruszyliśmy w stronę schroniska Samotnia, do którego dotarliśmy po około półtoragodzinnym marszu. Pogoda tego dnia była rewelacyjna. Piękne słońce i gdzieniegdzie białe obłoczki na niebie. Nic dziwnego, że takie warunki przyciągnęły na szlaki tłumy turystów. W schronisku Samotnia kolejki do bufetu były ogromne więc odpuściliśmy sobie jakiekolwiek zakupy. Odpoczęliśmy tylko chwilę na leżakach, po czym ruszyliśmy dalej. Po 20 minutach marszu dotarliśmy pod schronisko Strzecha Akademicka, gdzie zdecydowaliśmy się na przerwę regeneracyjną, która ograniczyła się do zjedzenia porcji frytek i konsumpcji piwa. Liczyliśmy, że będzie tu nieco mniej tłoczno, ale mimo krótszych kolejek na nasze zamówienie i tak czekaliśmy 40 minut. Posileni ruszyliśmy w kierunku Równi pod Śnieżką, a idąc dalej dotarliśmy pod schronisko Dom Śląski, gdzie tłum był jeszcze większy niż pod Samotnią. Nie zatrzymywaliśmy się tak, szybko minęliśmy schronisko i trudniejszym szlakiem rozpoczęliśmy wspinaczkę na Śnieżkę. Około 13:30 byliśmy już na szczycie. Mimo tłumów udało nam się znaleźć kawałek ławki, więc usiedliśmy, żeby coś przekąsić. Marysia była bardzo zadowolona, że udało jej się wejść na górę, choć byliśmy świadomi, że nie było łatwo. Po krótkim odpoczynku rozpoczęliśmy zejście. Tym razem wybraliśmy czarny szlak przez Kopę prowadzący w kierunku dolnej stacji wyciągu. Pod względem dystansu trasa nie była długa, ale naprawdę szybko traciliśmy wysokość, przez co zejście było dość strome. Łącząc to z dużymi kamieniami, którymi usiana była ścieżka mieliśmy do pokonania nie najłatwiejszy szlak, schodzenie którym było bardzo wymagające. Cały czas trzeba było mocno uważać, żeby nie skręcić kostki. Na szczęście udało nam się dotrzeć do końca bez żadnych kontuzji. Tuż przed 16:00 byliśmy już w naszym apartamencie. Tego dnia przeszliśmy prawie 20 km w niecałe 7 godzin, pokonując ponad 900 metrów przewyższenia. Cała wyprawa na Śnieżkę zajęła nam niespełna 7 godzin i była całkiem solidnym wyzwaniem, szczególnie po krótkiej nocy. Wieczorem wybraliśmy się jeszcze na obiadokolację. Żeby oszczędzić zmęczone nogi, nie szukaliśmy restauracji gdzieś dalej od naszej kwatery. Zdecydowaliśmy się na znajdującą się tuż obok pizzerię Viva La Pizza. Zamówiliśmy spaghetti Napoli, pizzę Pepperoni i sałatkę z kurczakiem. Jedzenie było całkiem w porządku, choć bez większych zachwytów. Po tak intensywnym dniu wszyscy dość szybko poczuliśmy zmęczenie. Marysia poszła spać zaraz po powrocie z kolacji. Reszta obejrzała jeszcze kilka chwil serialu „Fauda”, ale bardzo szybko senność wygrała z telewizją i ostatecznie nikt nie dotrwał do północy.