Geoblog.pl    rataj    Podróże    Szkocja 2026 - wyspa Skye    Ruszamy na pierwszy trekking (Portree - Sligachan)
Zwiń mapę
2026
18
wrz

Ruszamy na pierwszy trekking (Portree - Sligachan)

 
Wielka Brytania
Wielka Brytania, Sligachan
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 1665 km
 
Pobudka była o godzinie 6. Nie nastawialiśmy budzików, ale to wtedy pierwsze osoby w naszym pokoju zaczęły wstawać i my też się dołączyliśmy. Już poprzedniego dnia analizując prognozy pogody uznaliśmy, że trzeba wyjść jak najszybciej na trasę by uniknąć deszczu, który miał zacząć intensywnie padać od południa. Nie było opcji by o tej godzinie zjeść śniadanie więc odpuściliśmy to sobie i uznaliśmy, że w trasie zjemy po batoniku czy coś w tym stylu. Szybko ubraliśmy się w ciuchy trekkingowe spakowaliśmy nasz bagaż, posprzątaliśmy po sobie w hostelu i po 6:30 ruszyliśmy przed siebie by opuścić Portree. Na ten dzień mieliśmy zaplanowany etap 4 szlaku Skye Trail czy odcinek Portree – Sligachan. Pierwszy kilometr był spacerem chodnikami na terenie miasteczka, a dopiero potem zeszliśmy na właściwy szlak, który od początku dał nam się we znaki. Zanim przyzwyczailiśmy się do chodzenia po grząskim bagiennym terenie Mikołaj zdążył zaliczyć wywrotkę prosto w błotnistą kałużę. Ścieżka biegła nad samym brzegiem zatoki, na szczęście akurat był odpływ więc było troszeczkę łatwiej ją pokonywać. Do 4 km był to spacer po grzęzawisku z pięknymi widokami, a potem wyszliśmy na lokalną drogę gdzie było wygodniej, ale nudniej bo szliśmy asfaltem. Widoki nadal były imponujące, ale dzięki łatwej drodze szybko mijały nam kolejne kilometry. Około 10 km zrobiliśmy krótką przerwę na śniadaniowe przekąski, a po kolejnym kilometrze pod pomnikiem upamiętniający lokalną bitwę z 1882 roku zrobiliśmy kolejną przerwę, tym razem na Guinnessa. Prognoza pogody się potwierdzała i nawet na moment wyszło słońce. Asfaltową drogą szliśmy jeszcze do 14 km, a potem wyszliśmy na ścieżkę biegnącą wzdłuż wybrzeża. Stąd do celu było już tylko około 6 km i mieliśmy niecałe 2 godziny by dotrzeć do celu przed 12 czyli momentem gdy według prognozy miało zacząć padać. Niby zostało tylko 6 km, ale po zdecydowanie trudniejszym terenie i cały czas musieliśmy uważać by nie wpaść w błoto po kostki. Utrzymywaliśmy równe dosyć szybkie tempo, kontrolując cały czas godzinę licząc na to, że dotrzemy do hotelu zanim zacznie się największa ulewa. Niestety deszcz zaczął padać chwilę przed tym jak wskazywały prognozy bo już około 11:30. Najpierw delikatnie, a potem zaczęła się ulewa, która bardzo szybko zmoczyła nas od głów do stóp. Dodatkowo na końcowych kilometrach mieliśmy do pokonania dwie całkiem spore rzeki. Liczyliśmy na to, że uda nam się pokonać suchą stopą, ale nikomu się to nie udało. Jakby nieszczęść było mało to przy przekraczaniu jednej z rzek próbując utrzymać równowagę na kamieniach tak nieszczęśliwie machnąłem ręką, że zwichnąłem sobie bark. Odezwała się stara koszykarka kontuzja i to w najgorszym momencie. Oczywiście w tym momencie suche buty przestały być kluczowe i stojąc w wodzie po kostki walczyłem w bólem oraz tym by kość wróciła na swoje miejsce w stawie. Trochę mi to zajęło, ale w końcu się udało i mogłem z kompletnie mokrymi butami przekroczyć rzekę. Ostatni kilometr szliśmy z wodą chlupoczącą w butach. Każdy z nas finalnie stwierdził, że czuł się z tym dyskomfortem o wiele lepiej ponieważ miał świadomość, że inni również wpadli do wody i wszyscy równo mieli mokre buty. Około 12:30 cali mokrzy dotarliśmy do naszego hotelu w Sligachan. Tutaj wybór miejsc noclegowych był bardzo ograniczony. Mogliśmy wybierać z jednego więc za nocleg w Sligachan Hotel płaciliśmy 2511 zł. By tu dotrzeć łącznie pokonaliśmy 20,75 km, które zrobiliśmy w 5h, a suma przewyższeń wyszła 380 m. Nie było to dużo, ale w tych warunkach pogodowych dało się we znaki. W hotelu w recepcji okazało się, że nasz pokój był już dostępny więc szczęśliwie mogliśmy szybko się ogarnąć i przebrać w suche ubrania. Te mokre wylądowały w suszarni i bardzo liczyliśmy, że wyschną przed naszą wyprawą kolejnego dnia. O 14 wylądowaliśmy w hotelowej restauracji gdzie zaliczyliśmy śniadanioobiadokolację, którą podlaliśmy piwem. Tym razem udało się zjeść Fisch & chips (19 GBP) oraz Chicken burger (17 GBP). Przez cały czas spędzony w restauracji za oknem padał deszcz i to tak intensywnie, że nawet Noe spojrzałby w niebo i powiedział: „dobra, chyba przesadzacie.” Do tego wiał wiatr w porywach do 16m/s czyli „bardzo silny wiatr” wg skali Beauforta. Nic dziwnego, że deszcz padał prawie poziomo. Wstępnie rozważaliśmy czy nie wyjść jeszcze na spacer po okolicy, ale w tej sytuacji zdecydowaliśmy się zostać w pokoju hotelowym. Wieczorem zweryfikowaliśmy prognozy na kolejny dzień i wnioski były takie, że jeśli chodzi o deszcz to powinno być lepiej, niestety nadal miało wiać i to nawet mocniej niż dziś bo 19 m/s, a to już sztorm według skali Beauforta. Dzień zakończyliśmy bardzo wcześnie bo już o 21 godzinie część z nas poszła spać.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (11)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
zwiedził 14.5% świata (29 państw)
Zasoby: 530 wpisów530 277 komentarzy277 3512 zdjęć3512 129 plików multimedialnych129
 
Moje podróżewięcej
16.09.2026 - 21.09.2026
 
 
30.06.2026 - 20.07.2026
 
 
12.06.2026 - 14.06.2026