Tego dnia mogliśmy sobie pospać dłużej dlatego nie ustawialiśmy nawet budzika i obudziliśmy się po godzinie 9. Nie było pośpiechu więc w spokoju zjedliśmy śniadanie, zorganizowaliśmy się na naszej kwaterze i po 11 ruszyliśmy do domu cioci i wujka. Tam był czas na rozmowy, planowanie dnia oraz korzystając z dostępu do Internetu (którego nie mamy w naszej kabince) była okazja by uzupełnić wpisy na blogu. Przed godziną 14 wyruszyliśmy pozwiedzać okolice. Mieliśmy trochę problem z dotarciem na miejsce startowe, ale finalnie udało się dotrzeć na parking przy Clarendon Gorge Appalachian Trailhead, ale ostatecznie się udało i ubrani w buty trekkingowe ruszyliśmy na trasę. Najpierw dotarliśmy do mostu wiszącego Historic Bob Brugmann Suspension Bridge, po pokonaniu którego pochodziliśmy trochę po kamieniach nad rzeką. Widzieliśmy sporo osób, które kąpały się w rzece, ale my się nie skusiliśmy. Wróciliśmy na szlak i ruszyliśmy nim w las. Niestety tylko nam się wydawało, że wróciliśmy na szlak, bo ten bardzo szybko się skończył i musieliśmy się wycofać. Ruszyliśmy ścieżką w górę i znowu znaleźliśmy jakąś drogę wgłęb lasu przekonani, że to szlak. Ponownie bardzo szybko się skończyła i ponownie poszliśmy ścieżką w górę, ale tym razem dotarliśmy już do właściwego szlaku. Przeszliśmy nim około 1.5 kilometra wspinając się w górę łącznie 180m. Dotarliśmy do miejsca, z którego rozpościerał się widok na okolicę. Głównie na lotnisko pod Rutland. W tym miejscu postanowiliśmy zakończyć wędrówkę i wrócić do samochodu. Zejście zajęło nam około 0,5 godziny, a cała blisko 3.5 km przechadzka zajęła nam blisko 2 godziny. Następnie samochodem pojechaliśmy w kierunku miejscowości Weston by odwiedzić znany Karolinie sklep Weston Village Store. Dojazd zajął nam niecałe pół godziny, a na miejscu dziewczyny utknęły w nim na blisko godzinę, co wykorzystałem na zakupy lokalnych wyrobów przemysłu browarniczego w pobliskim sklepie. Prosto stamtąd skierowaliśmy się już do domu wujostwa i tuż po 18 zakończyliśmy zwiedzanie tego dnia. Do 20 posiedzieliśmy zjedliśmy obiad i była okazja do dyskusji, a następnie wybraliśmy się na spacer do wioski. Była bardzo przyjemna pogoda, odpowiednia temperatura bez wiatru i spokojna okolica. Po niecałej godzinie wróciliśmy ze spaceru i na koniec dnia było jeszcze ognisko. Do naszej kabinki wróciliśmy po 23. Marysia poszła już spać, a my jeszcze skorzystaliśmy z bezchmurnego nieba i pooglądaliśmy gwiazdy. Takiego nieba, takiej ilości gwiazd w Polsce nie ma chyba szansy zobaczyć, no może gdzieś w Bieszczadach. Widzieliśmy Drogę Mleczną, Duzy Wóz, Mały Wóz, miliony gwiazd i inne obiekty, których nawet nie znamy. Kilka minut po północy, po tych gwiezdnych atrakcjach poszliśmy spać.