Rano wstaliśmy przed 7 i kilka minut potem byliśmy już na poziomie -1 na pysznym śniadaniu. Około 8 opuściliśmy apartamenty i skierowaliśmy się w stronę dworca. Przy samochodzie zrobiliśmy jeszcze małe przepakowanie bagaży i pociągiem o 8:35 ruszyliśmy w stronę Karpacza. Na dworcu w Karpaczu byliśmy kilka minut po 9. Uznaliśmy, że nie chcemy iść 4 km przez całe miasto i szybko wskoczyliśmy do taksówki (45 zł) by podjechać pod świątynię Wang. Stąd zaczęła się nasza wędrówka. Na początku pogoda była ok, ale tuż za Polaną Bronka Czecha zaczęło padać. Na szczęście nie mocno, ale z różną intensywnością kropiło aż do samej Samotni. Tam na chwilę zatrzymaliśmy na piwko i przy okazji przeczekaliśmy deszcz. Około 11 ruszyliśmy dalej mijając po drodze schronisko Strzecha Akademicka wspięliśmy się do czerwonego szlaku (Główny Szlak Sudecki) i Równią pod Śnieżką ruszyliśmy w kierunku zachodnim zostawiając za plecami schowaną w chmurach Śnieżkę. Idąc mieliśmy okazję obejrzeć z góry Kocioł Małego Stawu (ten przy Samotni), Kocioł Wielkiego Stawu i Skały Słonecznik. Szło się bardzo przyjemnie, ale dobra pogoda ponownie nie utrzymała się za długo i zaczęło kropić z nieba. Na szczęście nie był to bardzo intensywny deszcz, a do tego mieliśmy niecały kilometr do schroniska Odrodzenie gdy zaczynało padać. Około 13:30 schroniliśmy się tam na małą przekąskę (pomidorowa lub pierogi ruskie) i piwo. Ponownie podczas pobytu w schronisku przestało padać i ruszyliśmy dalej w bezdeszczowej pogodzie. Zaczęło nawet ładnie świecić słońce co sprzyjało podziwianiu kolejnych atrakcji jak: Śląskie Kamienie, Czeskie Kamienie. Ponownie pogoda dała o sobie znać i zaczęło tym razem całkiem mocno padać. Solidnie przemoczeni dotarliśmy po 15:30 na Czarną Przełęcz gdzie na szczęście schroniliśmy się w chacie Pod Smielczem. Śledziliśmy aplikację Storm Radar i zgodnie z zapowiedziami deszcz przestał padać po 5 minutach. Na dalszą część trasy postanowiliśmy się rozdzielić. Mikołaj, Grzegorz oraz Janek ruszyli nieco krótszą trasą po południowej stronie Wielkiego Szyszaka. Marcin poszedł stroną północną przez Śnieżne Kotły. Tym razem pogoda po deszczu nie poprawiła się za szybko i spacer dookoła Wielkiego Szyszaka był spacerem w chmurach, do tego całkiem mocno wiało. Widoki na Śnieżne Kotły również nie zachwycały, pozostało jedynie skręcić w lewo, na szlak po czeskiej stronie Karkonoszy niegnący w kierunku naszego noclegu czyli hotelu Labská bouda w Szpindlerowym Młynie. Spotkaliśmy się na szlaku tuż przed mostkiem nad mającą w okolicy źródła Łabą i razem całą grupą przed 17 dotarliśmy do hotelu. Razem wyszło 24.5 km marszu. W hotelu szybko zrobiliśmy check-in, odświeżyliśmy się w pokojach i po pół godziny byliśmy już w restauracji. Tym razem byliśmy jednomyślni i każdy do jedzenia zamówił Smažený Sýr (465 koron) i czeskie piwo do tego. Ponad 2h posiedzieliśmy przy piwku, potem była jeszcze konieczność zdobycia koron bo niestety nie można było płacić kartą. Na szczęście w hotelu był bankomat więc po opłaceniu prowizji w wysokości około 25 złotych zdobyliśmy papierowy pieniądz i rozliczyliśmy się za naszą obiadokolację. Na koniec Janek i Marcin wybrali się jeszcze zobaczyć znajdujący się tuż obok hotelu wodospad na Łabie. Przed 20 wszyscy wylądowali w swoich pokojach i to był koniec tego intensywnego dnia.