Nasz ostatni pełny dzień na Maderze rozpoczęliśmy bez pośpiechu. Plan nie był szczególnie napięty. Chcieliśmy odwiedzić kilka punktów widokowych na zachodnim krańcu wyspy, a wieczorem zjeść pożegnalną kolację. Po śniadaniu opuściliśmy kwaterę w Ribeira Brava o 10:45, nie spodziewając się, że pierwsza część dnia upłynie pod znakiem problemów z samochodem. Jeszcze przed wyjazdem z miasta na desce rozdzielczej pojawił się komunikat o nieprawidłowym ciśnieniu w oponach. Tuż obok znajdowała się stacja benzynowa, więc zatrzymaliśmy się, aby sprawdzić sytuację. Na pierwszy rzut oka wszystkie koła wyglądały normalnie, dlatego postanowiliśmy ruszyć dalej. Szybko okazało się jednak, że problem jest poważniejszy. Po przejechaniu zaledwie kilkuset metrów usłyszeliśmy niepokojące dźwięki dochodzące spod samochodu. Po zatrzymaniu było już jasne, że tylna lewa opona całkowicie straciła powietrze. Nie pozostało nic innego, jak założyć koło zapasowe. Trójkąt ostrzegawczy, kamizelka, lewarek i klucz do kół szybko poszły w ruch. Po około trzydziestu minutach samochód znów był gotowy do jazdy. Nie chcieliśmy jednak ryzykować podróży po górskich drogach na kole dojazdowym, dlatego skontaktowaliśmy się z wypożyczalnią. Niestety infolinia nie okazała się zbyt pomocna, ponieważ zasugerowano nam jedynie korzystanie z zapasowego koła do końca wynajmu czyli do następnego dnia. Postanowiliśmy rozwiązać problem na własną rękę i odwiedziliśmy lokalny warsztat wulkanizacyjny w Ribeira Brava. Sympatyczny mechanik dokładnie sprawdził uszkodzoną oponę, ale diagnoza była jednoznaczna. Opona nie nadawała się do naprawy i wymagała wymiany. Ostatecznie udaliśmy się w okolice lotniska do naszej wypożyczalni, a stamtąd zostaliśmy skierowani do partnerskiego serwisu ogumienia. Cała procedura zajęła kilka godzin i dopiero o 14:30 mogliśmy z wymienioną oponą kontynuować zwiedzanie. Mimo opóźnienia zdecydowaliśmy się nie zmieniać naszych planów i pojechaliśmy na zachodni kraniec wyspy. Pierwszym celem na zachodnim wybrzeżu był Farol da Ponta do Pargo, czyli najbardziej wysunięty na zachód punkt Madery. Znajdowała się tam zabytkowa latarnia morska z 1922 roku, stojąca na wysokim klifie ponad Oceanem Atlantyckim. Dotarliśmy na miejsce około 15:20. Rozległe panoramy oceanu i surowego wybrzeża pozwoliły szybko zapomnieć o porannych problemach. Następnie udaliśmy się do punktu widokowego Garganta Funda. Krótki, około pięciusetmetrowy spacer prowadził przez pola i niską roślinność do krawędzi klifu. To jedno z najbardziej imponujących miejsc na zachodzie wyspy. Główną atrakcją był wysoki wodospad spadający do głębokiego wąwozu, który prezentował się efektownie z uwagi na intensywne opady w ostatnich dniach. Widoki były spektakularne, dlatego poświęciliśmy chwilę na zdjęcia i podziwianie krajobrazu. Kolejnym przystankiem był Miradouro da Boa Morte, do którego dotarliśmy około 16:30. Punkt widokowy oferował szeroką panoramę stromych klifów i północno-zachodniego wybrzeża Madery. Miejsce było bardzo zadbane, a wygodna ścieżka prowadząca od parkingu sprawiała, że miejsce było łatwo dostępne. Panująca tam spokojna atmosfera zachęcała do odpoczynku, dlatego idąc za przykładem innych turystów również i my zrobiliśmy sobie krótki relaks kładąc się chwilkę na trawie. O 17:15 dotarliśmy do kolejnej atrakcji czyli do Teleférico das Achadas da Cruz. To jedna z najbardziej stromych kolejek linowych w Europie. Kolejka pokonuje ogromną różnicę wysokości i transportuje pasażerów na niewielki skrawek wybrzeża u podnóża klifów, gdzie znajdują się tradycyjne pola uprawne. Ze względu na późną porę i ograniczony czas zrezygnowaliśmy jednak ze zjazdu, pozostając jedynie przy podziwianiu widoków z górnej stacji. Ostatnim punktem dnia był Miradouro do Ponta da Ladeira. Dotarliśmy tam około 17:45. Tydzień wcześniej odwiedziliśmy to miejsce, ale gęste chmury skutecznie zasłoniły panoramę. Tym razem pogoda dopisała idealnie i mogliśmy zobaczyć całe wybrzeże. Mimo to uznaliśmy, że spośród wszystkich odwiedzonych tego dnia punktów widokowych ten zrobił na nas najmniejsze wrażenie. Po zakończeniu zwiedzania ruszyliśmy do Câmara de Lobos na pożegnalną kolację. Po niespełna godzinie jazdy dotarliśmy do Restaurante O Polar. Tym razem nie było kolejki i od razu otrzymaliśmy stolik. Lokal polecono nam z uwagi na pyszną tradycyjną maderską espetadę, czyli szaszłyk z dużych kawałków wołowiny grillowanych na metalowych lub laurowych szpikulcach. Zamówione danie okazało się znakomite i zdecydowanie przewyższało podobną potrawę, której próbowaliśmy wcześniej w Funchal. Krótkie menu, sprawna obsługa, lokalna atmosfera i rozsądne ceny sprawiły, że restauracja wywarła na nas bardzo pozytywne wrażenie. Za kolację dla dwóch osób, obejmującą espetadę, dodatki, przystawkę i napoje, zapłaciliśmy około 60 euro wraz z napiwkiem (uwaga płatność tylko gotówką). Najedzeni i zadowoleni opuściliśmy restaurację o 19:45. W drodze do kwatery zatankowaliśmy samochód do poziomu wymaganego przez wypożyczalnię oraz zrobiliśmy ostatnie zakupy przed podróżą powrotną. Około 20:30 rozpoczęliśmy pakowanie bagaży. Tak zakończył się nasz ostatni dzień na Maderze, pełen niespodziewanych przygód, pięknych widoków i smacznego pożegnania z wyspą.