Już kilka dni wcześniej prognozy pogody nie pozostawiały złudzeń, na wtorek zapowiadano bardzo intensywne opady deszczu. W związku z tym wszystkie szlaki na Maderze zostały zamknięte do odwołania. Nawet bez tych ograniczeń wiedzieliśmy jednak, że tego dnia górskie wędrówki nie wchodzą w grę. Postanowiliśmy działać spontanicznie i na bieżąco obserwować pogodę oraz obraz z kamer internetowych. Właśnie dlatego poranek rozpoczęliśmy spokojnie, pobudka była około 8:00 i szybko sprawdzaliśmy sytuację za oknem i prognozy. Od rana w Ribeira Brava padało zgodnie z przewidywaniami, a dodatkowo na popołudnie zapowiadano prawdziwe oberwanie chmury. Wszystko wskazywało na to, że możemy utknąć na cały dzień w apartamencie. Dziewczyny długo nie wychodziły z łóżka, a Marcin wykorzystał ten czas na nietypowy trening spacerowo-biegowy po korytarzu kwatery, robiąc ponad 3 kilometry. Kiedy w końcu zabraliśmy się za śniadanie, pojawił się kolejny problem z wyposażeniem: skończył się gaz w kuchence. O jajecznicy mogliśmy więc zapomnieć i musieliśmy zadowolić się kanapkami. Na szczęście przed godziną 11 deszcz w Ribeira Brava ustał, a obraz z kamer w Funchal wyglądał całkiem obiecująco. Stolica wydawała się najlepszym wyborem na taki dzień. W razie ulewy zawsze można schować się w restauracji lub sklepie, a samochód jest zawsze pod ręką. Spakowaliśmy więc peleryny przeciwdeszczowe i ruszyliśmy do Funchal. Kilka minut po 12 zaparkowaliśmy auto w centrum, na parkingu tuż obok dolnej stacji kolejki na Monte i rozpoczęliśmy zwiedzanie miasta. Najpierw trafiliśmy do klimatycznej Zona Velha oraz na Rua de Santa Maria, gdzie kolorowe uliczki i wyjątkowy klimat od razu zrobiły na nas świetne wrażenie. Później spacerowaliśmy uliczkami wokół katedry, odwiedziliśmy też samą katedrę Sé Catedral de Nossa Senhora da Assunção gdzie spotkaliśmy wiele akcentów związanych Janem Pawłem II. Zaliczyliśmy też spacer nadmorską promenadą podziwiając ogromny wycieczkowiec przycumowany u wybrzeży Madery. W czasie spaceru zaczął padać lekki deszcz, więc nie czekając na rozwój sytuacji, skierowaliśmy się do muzeum Cristiano Ronaldo. Spędziliśmy tam prawie godzinę, oglądając trofea i nagrody zdobyte przez CR7. Największe wrażenie robiły Złote Piłki, Złote Buty oraz puchary za triumfy w Lidze Mistrzów i Premier League. Nawet mając świadomość, że część najcenniejszych trofeów to repliki, ekspozycja robiła ogromne wrażenie. Sporo emocji wzbudziły też piłki z hat-tricków Ronaldo, a było ich naprawdę dużo. Po wyjściu z muzeum ruszyliśmy w stronę Mercado dos Lavradores. Po drodze część z nas skusiliśmy się na lody czy bolo do caco, zależnie od preferencji. Na targu oglądaliśmy egzotyczne owoce. Większość była już nam znana, więc tym razem odpuściliśmy sobie ich zakupy. Ograniczyliśmy się do pamiątek oraz koszulki CR7 dla Marysi, która koniecznie chciała pochwalić się nią kolegom z klasy. Na zakończenie dnia wróciliśmy jeszcze na uliczki Zona Velha i zatrzymaliśmy się na kolację w restauracji Toka de Baco. Zamówiliśmy słynną espetadę, czyli wołowy szaszłyk grillowany na drewnie lub węglu drzewnym. Niestety danie w wersji tej restauracji nie zrobiło na nas większego wrażenia: smak był przeciętny, a ceny bardzo wysokie. Przekonaliśmy się, że w mocno turystycznych miejscach trudno znaleźć restaurację, która jednocześnie zachwyca jakością i rozsądnymi cenami. Mimo wszystko nie zniechęciliśmy się i nadal planujemy spróbować espetady w innym lokalu. Po kolacji wróciliśmy do Ribeira Brava. Po drodze zrobiliśmy jeszcze szybkie zakupy i około 19 byliśmy już na kwaterze. Gospodarze wymienili nam butlę gazową, co bardzo nas ucieszyło, choć problemy jeszcze się nie skończyły bo kuchenka nadal nie działała. Konieczna była kolejna interwencja właścicieli. Ostatecznie okazało się, że nie został odkręcony zawór. Po wszystkich przygodach w końcu doczekaliśmy się sprawnej kuchenki i perspektywy normalnej jajecznicy następnego ranka.