Mimo kiepskiego morale po deszczowym trekkingu ruszyliśmy dalej w kierunku kolejnych atrakcji. W samochodzie ustawiliśmy ogrzewanie i nawiewy na maksimum, dzięki czemu po chwili zrobiło się niemal jak w saunie. Po około trzydziestu minutach jazdy dotarliśmy do Fanal Forest. Na szczęście tutaj już nie padało, a dodatkowo udało się znaleźć miejsce parkingowe. Lekko rozgrzani i częściowo wysuszeni po wcześniejszym trekkingu wybraliśmy się na spacer. Przez około godzinę spacerowaliśmy wśród mistycznych drzew spowitych mgłą. Niezwykły klimat tego miejsca robił ogromne wrażenie. Po drodze spotkaliśmy też krowy i cielaki, które okazały się największą atrakcją dla Marysi. Dodatkowym plusem był delikatny, ciepły wiatr, który pomógł nam trochę wyschnąć po poprzednim szlaku. Ponieważ w aucie kończyło się paliwo, ruszyliśmy w stronę Porto Moniz. Po drodze zatrzymaliśmy się przy punkcie widokowym Miradouro dos Ilhéus da Ribeira da Janela, gdzie mogliśmy podziwiać imponujące skały wystające z oceanu. Widok był naprawdę spektakularny. Kolejnym przystankiem było Porto Moniz, a dokładniej stacja benzynowa, którą opuściliśmy już z pełnym bakiem. Ze względu na pogodę zrezygnowaliśmy z odwiedzenia słynnych naturalnych basenów. Obejrzeliśmy je jedynie z góry, z punktu widokowego Miradouro da Santinha, który mijaliśmy po drodze. Następnie podjechaliśmy na punkt widokowy Miradouro do Ponta da Ladeira. Niestety gęsta mgła całkowicie zasłoniła widoki i nie było praktycznie nic widać. W tej sytuacji odpuściliśmy kolejne punkty widokowe i postanowiliśmy wrócić na kwaterę. Po drodze zjechaliśmy jeszcze do Porto Moniz na bolo do caco. Na miejsce noclegu wróciliśmy około godziny 19. Wieczorem odwiedził nas jeszcze Juan, który przyjechał wymienić uszkodzony telewizor na sprawny. Tak zakończył się nasz deszczowy dzień.