Marysia pierwszą rzecz jaką zrobiła w samolocie to sprawdzenie jaka rozrywka jest dostępna i po chwili prawie skakała z radości. Była zachwycona ponieważ w ofercie był dostępny film „Michael”, który oczywiście momentalnie zaczęła oglądać. Lot minął spokojnie, w sporej części udało się go przespać. Dzięki temu lot minął bardzo szybko, ale niestety samolot nie nadrobił zbyt dużo z godzinnego opóźnienia. Według rozkładu mieliśmy wylądować o 09:25, a wylądowaliśmy o 10:12. O tej godzinie nasz samolot dotknął ziemi, co podobnie jak start uczynił bardzo delikatnie. Wychodzić z samolotu zaczęliśmy tuż przed 10:30 czyli na przesiadkę mieliśmy tylko odrobinę ponad 30 minut. Dodatkowo musieliśmy jeszcze skorzystać z shuttle train by zmienić zmienić budynek terminala i przejść kontrolę paszportową. Wydawało się nierealne by zdążyć. Na pokładzie samolotu nie zapewnili nam priorytetowego wyjścia więc musieliśmy się przepychać między pasażerami i już na starcie zostaliśmy w blokach. Następną przeszkodą była kontrola paszportowa gdzie były ogromne kolejki i tylko jedno okienko dla obywateli Unii Europejskiej. Udało się dostać do priorytetowej kolejki, a dodatkowo jedna rodzina przepuściła nas i kontrolę przeszliśmy w rozsądnym czasie. Następnie był bieg (w sporej części po schodach) do kolejki, która miała nas zawieźć do właściwej części terminala z bramkami G. Jakby na nasze prośby pociąg podjechał w momencie gdy wbiegaliśmy na peron. Po 2 min wysiedliśmy z pociągu i był dalszy ciąg biegania po terminalu 2 w kierunku bramki G16. Kiedy już widzieliśmy tablice kierującą do bramek G1-G20 to od razu pomyśleliśmy, że do bramki 16 będzie jeszcze niezły kawał drogi. Na szczęście okazało się, że numeracja jest malejącą i dosyć szybko wpadliśmy na nasze bramki. Była 10:55 czyli 5 minut przed odlotem. Wyglądało to jak scena z filmów. Oprócz człowieka obsługi nie było już nikogo innego. Szybko odbiliśmy karty pokładowe i popędziliśmy rękawem do samolotu. Nawet schody ruchome były już wyłączone bo większość pasażerów już było w samolocie. Marysia skomentowała, że jak mogą nie pracować przecież jest poniedziałek. Finalnie samolot do Berlina i tak wystartował z 20 minutowym opóźnieniem, ale to nawet dobrze bo dzięki temu nasze bagaże znalazły się w tym samym samolocie co my. Mieliśmy pewność bo Marysia wypatrzyła je przez okno na płycie lotniska. Po chwili lecieliśmy już do Berlina.