Po wyjechaniu z parkingu nawigacja skierowała nas na most Rainbow Bridge, za przekroczenie którego musieliśmy zapłacić 6$ na bramkach wjazdowych. Zaraz za mostem czekały na nas kolejne bramki - tym razem kontrola graniczna przed wjazdem do Kanady. Zanim do niej dotarliśmy musieliśmy odczekać 20 minut w kolejce. Ilość otwartych okienek była spora , ale kolejki i tak się tworzyły. W końcu przyszła nasza kolej. Była standardowa kontrola paszportów, potem kilka pytań o długość pobytu, a krewnych, o broń itp i urzędnik na bramce życzył nam udanego pobytu. Ruszyliśmy w Kanadę szukając miejsca do zaparkowania. Ostatecznie zaparkowaliśmy auto w drugiej linii ulic przy Ellen av. w cenie 21CAD za cały dzień. Tuż przed 17 ruszyliśmy zwiedzać kanadyjską Niagara Falls. Idąc w kierunku brzegu rzeki Niagara mijaliśmy liczne sklepy restauracje czy miejsca rozrywki. Po stronie amerykańskiej w Niagara widzieliśmy kasyna, ale to kanadyjska strona bardziej przypominała Las Vegas. Na ulicach i chodnikach był tłum, którego nie powstydziłby się Times Square w Nowym Jorku. Dotarliśmy do brzegu na wysokości tarasu widokowego po stronie amerykańskiej. Pogoda była doskonała, a widoki na oba wodospady również były spektakularne. Zdecydowanie lepiej się prezentowały ze strony kanadyjskiej. Robiąc liczne zdjęcia i przebijając się przez tłumy turystów dotarliśmy do Table Rock Welcome Centre. Tutaj był doskonały widok na wodospad Horseshoe. Dodatkowo słońce tak świeciło, że nad wodospadem pojawiała się piękna tęcza. Około 18:30 uznaliśmy że to czas na koniec zwiedzania i ruszyliśmy w drogę powrotną do samochodu. Po drodze zatrzymaliśmy się w sklepie z pamiątkami skąd wyszliśmy z drobnymi zakupami. Marysia namówiła nas na zakup maskotki. Był to mały szczekający piesek, ale według nas on raczej wyglądał na chorego bo według nas prędzej to był kaszel niż szczekanie. Była 19:00 gdy zatrzymaliśmy się jeszcze w pizzerii by coś zjeść. Pizza nie była rewelacyjna ale zaspokoiliśmy głód. Zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy w kierunku naszego ostatniego celu po kanadyjskiej stronie Niagara Falls, którym był cmentarz Lundy's Lane Cemetery, gdzie chcieliśmy znaleźć grób mojego wujka, który większość swojego życia mieszkał w Niagara Falls i w 1994 roku został pochowany. Przed 20 byliśmy pod cmentarzem. Poszukiwania zakończyły się sukcesem, ale nie było to łatwe i musieliśmy się nieźle natrudzić zanim zlokalizowaliśmy właściwy nagrobek. Zostawiliśmy krótki list licząc, że ktoś z kanadyjskiej części rodziny się odezwie. O 20:40 byliśmy już w aucie i ruszyliśmy w kierunku Toronto. Okazało się, że drogi w Kanadzie były o wiele lepsze niż w USA, a dodatkowo wszystko było w metrach, kilometrach czyli to normalny kraj. Po godzinie jazdy zaparkowaliśmy pod hotelem w Burlington. Szybko dostaliśmy pokój, a potem było już tylko tradycyjne czynności: kąpiel, przepakowanie, przygotowanie na jutro. Dziewczyny poszły spać po 23, a ja miałem jeszcze czas na uzupełnienie bloga i spanie dopiero po 2.