Będąc jeszcze w Dolinie Zakonnic planowaliśmy odwiedzić punkt widokowy po zachodniej stronie doliny. Po sprawdzeniu obrazu z kamery internetowej na Pico do Arieiro uznaliśmy jednak, że warto zmienić plany i pojechać właśnie tam. Choć odległość nie była duża, przejazd przez górskie drogi Madery oznaczał ponad pół godziny jazdy krętymi serpentynami. O godzinie 14:50 zaparkowaliśmy samochód na dolnym parkingu pod Pico do Arieiro i ruszyliśmy na szlak. Pogoda była zdecydowanie lepsza niż dzień wcześniej, choć do ideału nadal trochę brakowało. Mimo to warunki pozwalały cieszyć się pięknymi widokami, a my w dobrych nastrojach ruszyliśmy przed siebie. Szliśmy dobrym tempem, często zatrzymując się na zdjęcia. Szczególne wrażenie zrobiły na nas słynne „Schody do Nieba”. Dzień wcześniej otaczała je gęsta mgła i chmury, natomiast teraz po obu stronach można było dostrzec strome zbocza i przepaście, co zupełnie zmieniało odbiór tego miejsca. Na szlaku nie było też tłumów, co tylko zwiększało przyjemność z wędrówki. W drodze powrotnej Marysia postanowiła policzyć pokonane stopnie i licznik zatrzymał się na 920. Jak na tak krótki odcinek, był to naprawdę imponujący wynik. Po niespełna dwóch godzinach zakończyliśmy trekking i o 17:00 ruszyliśmy dalej. Pół godziny później dotarliśmy do sklepu Leroy Merlin w Funchal, gdzie kupiliśmy nową suszarkę na pranie. Poprzednia nie wytrzymała akrobacji wykonywanych przez Marysię na kwaterze. Po zakupach pojechaliśmy na szlak RB1 „Vereda da Ladeira”. Trasa prowadziła wśród plantacji bananów, dzięki czemu mogliśmy zobaczyć wszystkie etapy wzrostu tych owoców – od kwiatów, przez młode owoce, aż po niemal dojrzałe kiście. Spacer liczył około 1,4 km i zajął nam mniej więcej 40 minut. Następnym celem był Wodospad Aniołów, czyli Cascata dos Anjos. Około 19:20 zostawiliśmy samochód w najdalszym możliwym miejscu, do którego można było legalnie dojechać i dalszą drogę pokonaliśmy pieszo. Do wodospadu był ponad 700-metrowy odcinek, z czego końcowe 200 metrów znajdowało się na zamkniętej dla ruchu drodze, gdzie obowiązywało wejście na własną odpowiedzialność ze względu na możliwość osuwania się kamieni. Mimo późnej godziny miejsce było pełne turystów. Wielu z nich przebiegało pod wodospadem, spacerowało pod spadającą wodą lub korzystało z okazji do krótkiej kąpieli. My również postanowiliśmy przejść pod strumieniem wody, a następnie wróciliśmy do samochodu. W drodze na kwaterę zatrzymaliśmy się jeszcze w Ribeira Brava na zakupy spożywcze. Około 20:30 byliśmy już na miejscu, gdzie mogliśmy spokojnie obejrzeć El Clásico oraz relacje ze świętowania zdobycia mistrzostwa Hiszpanii przez FC Barcelona.