Tego dnia pobudka była wyjątkowo wcześnie, jeszcze przed 8 rano. Na śniadanie przygotowaliśmy klasyczną jajecznicę i z nadzieją spojrzeliśmy na prognozy pogody, które tym razem były znacznie bardziej optymistyczne niż dzień wcześniej. Intensywne opady miały ustąpić, dzięki czemu szlaki ponownie zostały otwarte. Co prawda drobny deszcz nadal był możliwy, ale na Maderze to właściwie codzienność i nie robiło to na nas większego wrażenia. Większym problemem okazał się niski pułap chmur, który ograniczał widoczność na wyższych partiach wyspy. Wiele punktów widokowych mogło przez to nie pokazać swojego pełnego uroku, dlatego zdecydowaliśmy się wybrać na półwysep św. Wawrzyńca czyli szlak Vereda da Ponta de São Lourenço. Chwilę po 9 ruszyliśmy samochodem, przejeżdżając po drodze pod słynnym pas startowy lotniska umieszczonym na kilkuset filarach wbitych w ziemie. Około 10 zaparkowaliśmy i rozpoczęliśmy wędrówkę. Początek trasy był chłodny, bardzo wietrzny i przede wszystkim niesamowicie błotnisty po wcześniejszych ulewach. Miejscami można było dosłownie stracić buta w błocie. Na szczęście krajobrazy szybko wynagrodziły wszystkie trudności. Z każdą godziną pogoda robiła się coraz lepsza, zza chmur coraz śmielej wychodziło słońce, a szlak zaczął powoli przesychać. Przed 13 dotarliśmy do restauracji/schroniska znajdującego się na końcu trasy. Każdy zamówił coś dla siebie: kawę, piwo albo sok po czym postanowiliśmy jeszcze wejść na pobliski szczyt. Widoki z góry były absolutnie zachwycające. Marysia bardzo dzielnie zdobywała podejście, zwłaszcza że po drodze urządziliśmy sobie wyścig, kto pierwszy dotrze na górę. Przed 14 wróciliśmy do schroniska i kupiliśmy bilety na rejs łodzią wokół półwyspu oraz transport powrotny w okolice parkingu. Za trzy osoby zapłaciliśmy 65 euro. Rejs miał rozpocząć się o 15, więc pozostałą godzinę spędziliśmy spacerując i podziwiając okoliczne widoki. Tuż przed 15 zeszliśmy do przystani i czekaliśmy na naszą łódź. Przed wejściem na łódź postanowiliśmy jeszcze wyczyścić buty po błotnistym szlaku. Efekt był dość zabawny, buty może i zrobiły się trochę czystsze, ale za to zdecydowanie bardziej mokre. Cała sytuacja stała się początkiem bardzo miłej rozmowy z polską rodziną, która jak się okazało, również pochodziła z Poznania. Tego dnia na szlaku spotkaliśmy naprawdę mnóstwo Polaków, spokojnie można było odnieść wrażenie, że stanowili około jednej trzeciej wszystkich turystów. Po chwili do brzegu podpłynęła łódź typu RIB i ruszyliśmy w rejs wokół półwyspu. Nasza przewodniczka bardzo ciekawie opowiadała o mijanych miejscach. Zobaczyliśmy między innymi latarnię morską, plażę angielską, skalny łuk, imponujące przekroje geologiczne skał, jaskinię gołębi oraz charakterystyczną skałę przypominającą słonia. Rejs pozwolił spojrzeć na półwysep z zupełnie innej perspektywy. Mieliśmy też ogromne szczęście, bo udało nam się zobaczyć niezwykle rzadką fokę mniszkę. To jeden z najrzadszych gatunków fok na świecie, a wokół Madery żyje niewielka kolonia licząca około 30 osobników. Po zakończeniu atrakcji na oceanie pojechaliśmy jeszcze do Miradouro da Ponta do Rosto, skąd mogliśmy podziwiać majestatyczne klify z kolejnej perspektywy. Tego dnia, przy pięknej pogodzie, wyglądały naprawdę spektakularnie. Kolejnym punktem dnia była PR11 Levada dos Balcões czyli krótki, około półtorakilometrowy szlak prowadzący do punktu widokowego na najwyższe szczyty Madery. Niestety tym razem szczyty całkowicie schowane były w chmurach. Mimo to miejsce zdecydowanie było warte odwiedzenia. Sam spacer przez wawrzynowy las, wśród wilgotnych wąwozów i zielonej roślinności miał wyjątkowy klimat. Dodatkową atrakcją były ptaki odwiedzające taras widokowy, które można było karmić z ręki. Około 18:40 wróciliśmy do samochodu. Początkowo planowaliśmy jeszcze odwiedzić Santanę, ale zrobiło się już zbyt późno, więc postanowiliśmy wrócić bezpośrednio do Ribeira Brava. Droga zajęła nam trochę ponad godzinę i kilka minut przed 20 byliśmy już na miejscu. Wieczór upłynął jeszcze na tradycyjnych zakupach i kolacji, a później pozostał już tylko zasłużony odpoczynek i sen.