Tego dnia było pożegnanie z Vermont. Pobudka była o 7 i tym razem była z budzikiem. Potem była wielka akcja pakowania się i sprzątania domku. Było oczywiście śniadanie, jak zawsze bardzo pyszne i bardzo obfite. O 9 ruszyliśmy pożegnać się z ciocią i wujkiem. Nie było łatwo się pożegnać trochę nam to zajęło czasu i o 09:45 ruszyliśmy w stronę Bostonu.