W drodze do Montrealu mieliśmy do przejechania ponad 200 km co Google maps oszacowało na 2,5 godziny jazdy. Droga minęła spokojnie bez niespodzianek w postaci wypadków czy korków. Nie na całej długości był to standard autostradę czyli po dwa pasy ruchu w każdą stronę, na części odcinków była to po prostu zwykła dwukierunkowa droga. Nie stanowiło to problemu ponieważ dosyć często przy podjazdach był dodatkowy pas, którym można było wyprzedzić wolniejsze ciężarówki. Na spory ruch trafiliśmy już w samym Montrealu, ale to normalne w każdym większym mieście o tej porze dnia. Do naszego pierwszego celu w Montrealu czyli pod Stadion Olimpijski dojechaliśmy po 16:30. Trochę zajęło nam znalezienie parkingu. Były dostępne parkingi całodniowe, ale my potrzebowaliśmy maksymalnie na pół godziny czy godzinę. Szukaliśmy miejsca na ulicy z parkomatem by nie przepłacać, ale bez powodzenia. Ostatecznie wróciliśmy na parking P6 przy stadionie, który kosztował 14,75 CAD za cały dzień. W Kanadzie generalnie bardzo dziwnie wygląda płacenie za parkingi. Nie ma stawek za 1 godzinę czy 2 godziny. Za 15 min parkowania płaci się np 5 CAD, a za cały dzień 25 CAD. Przeszliśmy się dookoła stadionu olimpijskiego z 1976 roku (Stade Olympique). Tuż obok na starym welodromie była zorganizowana atrakcja zwana Biosdôme czyli zoo z pięcioma różnymi strefami klimatycznymi. Niestety było już za późno, tuż przed zamknięciem więc nie wchodziliśmy tam. Obok było też planetarium, a obok niego pomnik naszego Mikołaja Kopernika. Stadion miał bardzo ciekawą architekturę, którą uwieczniliśmy na zdjęciach. Po 40 minutach spaceru wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy w kierunku Biosphere (Biosfera). To ogromna ażurowa konstrukcja w kształcie kuli, która była pawilonem amerykańskim na światową wystawę Expo w 1967 roku. Zarówno z bliska i z daleka prezentowała się bardzo ciekawie. Przy okazji wizyty w tym miejscu spotkaliśmy biegającego po trawniku świstaka, co było niesamowitą atrakcją dla nas wszystkich. Kolejnym punktem, który był na naszej liście był bardzo ciekawy architektonicznie kompleks mieszkalny Habitat 67. Z pewnością architektura była bardzo ciekawa, ale było też widać, że sam budynek lata świetności ma już dawno za sobą. Był szary, brudny i zdecydowanie przydałoby mu się odnowienie elewacji. Atrakcja ciekawa, ale dobrze, że oglądaliśmy go tylko z okien samochodu i nie poświęciliśmy mu więcej niż 2-3 minuty. To był koniec naszej objazdówki samochodowej po Montrealu na ten dzień więc skierowaliśmy się do naszego hotelu.