Pobudka była po godzinie 7:00. Dzień rozpoczęliśmy od bardzo skromnego śniadania, które niestety nie należało do najbardziej udanych. Po posiłku przepakowaliśmy walizki i starannie umieściliśmy wszystkie nasze rzeczy w samochodzie, przygotowując się do dalszej podróży. Wyjechaliśmy o godzinie 8:20. Do celu mieliśmy około 100 mil, a trasa od początku przebiegała bardzo spokojnie. Na drogach panował niewielki ruch, dzięki czemu nie napotkaliśmy żadnych korków. Podróż minęła spokojnie i zgodnie z planem. Pogoda tego dnia od rana była bardzo przyjemna. Słońce, ale bez wielkiego skwaru. Niesamowite było to, że dojeżdżając już z 10 mil było widać unoszącą się nad wodospadem mgiełkę. Dojazd na miejsce z postojami i tankowaniem zajął nam 2.5 h i po zastawieniu auta na darmowym parkingu przy Seneca Casinos o 11 ruszyliśmy zwiedzać wodospady. Spacerkiem do parku było 15 minut i po chwili już staliśmy w kolejce na Maid of the Mist czyli rejs statkiem pod wodospad. Nie było wielkich kolejek więc już po kolejnych kilku minutach, tuż po 11:30 byliśmy na statku poubierani w twarzowe niebieskie poncza. Najpierw podpłynęliśmy pod mniejszą część wodospadu czyli American Falls i już tam woda konkretnie nas zmoczyła. Płynąc dalej w kierunku części Horseshoe Falls podejrzewaliśmy tarasy atrakcji Cave of the Winds. Uznaliśmy razem z Marysią, że nie jest to straszne i tez się tam wybierzemy. Popłynęliśmy dalej pod Horseshoe Falls. Tutaj wiatr, huk i ilość wody w powietrzu była jeszcze większa. Części garderoby wystające spod ponczo momentalnie były mokre. Marysia się wystraszyła tego hałasu oraz tej wody i uznała, że jednak nie chce robić tarasów Cave of the Winds. Nie było łatwo robić zdjęć bo obiektyw momentalnie był mokry. Co nam wyszło na zdjęciach przekonamy się później. Wspólnie stwierdziliśmy, że rejs tym statkiem to niesamowita atrakcja warta swojej ceny (30.25$ za dorosłego, 19.75$ za dziecko). Zobaczyć i liczyć ogrom tego wodospadu to coś niezapomnianego. Ponad 50m wysokości, przepływ 2.5 mln litrów na sekundę (czyli pełen basen olimpijski co sekundę). Całość trwała około 30 minut, a z kolejkami do windy przed i po razem zajęło nam to około godziny. Kolejnym punktem był punkt widokowy na Observation Tower zaraz obok przystani statków. Po opuszczeniu Maid of the Mist ruszyliśmy w kierunku kolejnych punktów widokowych po drodze zaliczając lody (przeogromne porcje za 6.49$ za osobę). Następnie podziwialiśmy wodospad z góry z punktu widokowego Prospect Point co też robiło wrażenie, ale już nie takie jak z łodzi. Następnie ruszyliśmy w stronę Goat Island czyli wyspy na rzece Niagara leżącej między wodospadami American I Horseshoe. By na nią dotrzeć trzeba było zrobić kilkusetmetrowy spacer przez most. Na wyspie znajduje się miejsce obsługi wycieczki Cave of the Winds, restauracje oraz liczne punkty widokowe. My naszą wizytę na wyspie zaczęliśmy od spaceru wzdłuż rzeki i dotarliśmy do mostu na małą wysepkę Luna Island leżąca między wodospadami American oraz Bridal Veil. Z Luna Island był super widok na oba wodospady i była mgiełka taka, że można było się przyjemnie schłodzić, a przy dłuższym podziwianiu wyjść po prostu mokrym. Jak wróciliśmy na wyspę Goat Island to z punktu widokowego Stedman’s Bluff mieliśmy widok z innej perspektywy na oba te wodospady. Ciężko powiedzieć, który punkt oferował lepsze widoki. Na tym punkcie był pomnik Nicoli Tesla, który budował tu elektrownie wodną. Patrząc w dół widzieliśmy dokładnie tarasy Cave of the Winds. Patrząc z góry uznaliśmy, że jednak damy radę i wybraliśmy się kupić bilety. Było po 14, a najwcześniejsze bilety były na 16:45 więc sobie odpuściliśmy. Troszkę zawiedzeni poszliśmy na kolejny punkt widokowy czyli Terrapid Point, skąd był doskonały widok na wodospad Horseshoe. Było około 15 godziny i to był koniec zwiedzania, wróciliśmy przez most pod Visitor Center, skąd udaliśmy się do wyjścia z parku. Wracając do samochodu po drodze zjedliśmy po kawałku pizzy oraz zrobiliśmy drobne pamiątkowe zakupy. Około 16 wyruszyliśmy w stronę Kanady.