Dzień rozpoczęliśmy nieco później niż planowaliśmy, spaliśmy aż do godziny 9:00, można wręcz powiedzieć, że zaspaliśmy. Zaraz po przebudzeniu trzeba było szybko zająć się samochodem, ponieważ od 9:00 obowiązywała w okolicy strefa płatnego parkowania i konieczne było przestawienie auta lub opłacenie postoju. Noc była bardzo deszczowa, przez co okolica ponownie zamieniła się w błotnisty teren. Nad ranem chmury wisiały bardzo nisko, a w oddali słychać było grzmoty. Pogoda nie napawała optymizmem, dlatego sprawdziliśmy obraz z kamer internetowych w różnych częściach wyspy. Najlepsze warunki panowały w okolicach Santany i tam postanowiliśmy się udać. Przygotowania do wyjazdu oraz śniadanie zajęły nam trochę czasu, dlatego w drogę ruszyliśmy dopiero o 11:15. Pierwszym przystankiem był punkt widokowy Guindaste. Zachwycił nas potężny klif oraz imponujący wodospad, którego strumień był rozrywany i rozwiewany przez bardzo silny wiatr. Kilka minut po godzinie 13:00 dotarliśmy do Santany, znanej przede wszystkim z charakterystycznych, kolorowych domków. Tuż obok domków znajdował się parking podziemny, kosztujący 2 euro za godzinę, choć bywa on często zajęty. Nam tym razem dopisało szczęście i bez długiego czekania znaleźliśmy miejsce. Spacer między tradycyjnymi domkami okazał się przyjemny, jednak sam teren przeznaczony do zwiedzania nie jest zbyt rozległy. Po niespełna godzinie ruszyliśmy więc dalej. Następna atrakcja znajdowała się zaledwie kilka minut jazdy od Santany. Około 14:00 dotarliśmy do punktu widokowego Miradouro da Quinta do Furão. Po zostawieniu samochodu na parkingu wybraliśmy się na spacer ścieżką biegnącą wzdłuż klifu. Trasa oferowała wspaniałe widoki na sąsiednie urwisko, z którego z wysokości kilkuset metrów spadały dwa malownicze wodospady. To miejsce zrobiło na nas ogromne wrażenie i pozwoliło w pełni docenić surowe piękno północnego wybrzeża.